Porażka potrzebna, tak jak sukces

Porażka potrzebna, tak jak sukces

Dla swoich dzieci chcielibyśmy sukcesów. Ale potrzebne są im także porażki. Dzięki porażkom można nauczyć się odpowiedniego podejścia do życiowych wyzwań i poznać własną siłę.

Dorosłym często trudno zachować spokój, gdy dziecko jest smutne.
Dorosłym często trudno zachować spokój, gdy dziecko jest smutne.

Dorośli wiedzą, że życie nie jest pasmem sukcesów - raczej wzlotów i upadków. Dzieci dopiero uczą się, jak radzić sobie z potknięciami i przegranymi. To bardzo ważna nauka, jeden z kluczowych elementów wychowania.

W chwili rozczarowania, człowiek odczuwa wiele silnych emocji: smutek, gniew, wstyd. Te uczucia są trudne, ale potrzebne i całkowicie naturalne. W ślad za nimi przychodzą do głowy myśli o tym, dlaczego stało się tak, jak się stało, czyli jakie są przyczyny porażki. To nie są racjonalne rozważania, ale automatyczne myśli, błyskawiczne skojarzenia, które w psychikę człowieka wdrukowują się właśnie w okresie dzieciństwa. Autorami głosów, które już zawsze przychodzić będą człowiekowi do głowy w gorszej chwili, są najbliżsi opiekunowie, zwykle rodzice. To, jak rodzice reagują na smutek i rozczarowanie dziecka, ma dla niego ogromne znaczenie na całe życie.

Gdy dziecku coś się nie uda (bo np. nie wygrało w konkursie, nie zostało wybrane do szkolnego przedstawienia, nie dostało się na podium zawodów sportowych), pojawia się frustracja i poczucie dezorientacji. Dziecko nie do końca rozumie sytuację i swoje emocje. Rolą rodzica jest być możliwie blisko, w spokojny, pełen akceptacji sposób. To ważna chwila: dziecko może wyraźnie odczuć, że to ono jest dla rodziców ważne, a nie jego sukces, że mama i tata kochają je i wspierają bezwarunkowo. Ta akceptacja to podstawa, na której dziecko buduje swoje poczucie własnej wartości. Tak – właśnie w chwili porażki, a nie sukcesu, nadarza się wspaniała okazja, by poczucie wartości dziecka bardzo się wzmocniło.

Jak reagować?

Jeśli dziecko jest bardzo rozżalone, płacze i rozpacza, dobrze jest najpierw pobyć z nim w tych odczuciach. Można przytulić, pogłaskać po głowie lub zrobić coś, co zwykle działa kojąco. A potem nazwać to, co się dzieje, np. „Widzę, że jest ci smutno. Płaczesz, bo chciałeś wygrać, a to się nie udało, tak?”.

Trudne, ale ważne jest, żeby w chwili, gdy dziecko przeżywa smutek, powstrzymać odruch pocieszania, czy odwracania jego uwagi. Lepiej dać dziecku czas, by wyraziło swoje emocje.

Może się wydawać, że w ten sposób wcale dziecku nie pomagamy. Wręcz przeciwnie. Pokazujemy, że trudne emocje są częścią życia i nie należy się ich bać, uciekać od nich. To ogromnie ważne. Wystarczy zastanowić się, jak funkcjonują dorośli, którzy nie potrafią przeżywać trudnych emocji – nie radzą sobie z agresją, wpadają w nałogi, zagłuszają ból uciekając w nierealny świat.

Gdy dziecko już trochę się uspokoi, ale porażka nadal nie daje mu spokoju, warto o tym porozmawiać, np. zapytać, czemu wygrana była dla niego tak ważna. Można także wyjaśnić córce lub synowi, że w sytuacjach, gdy rywalizuje wiele osób, naprawdę trudno o wygraną. Warto kierować uwagę dziecka na to, że sam udział w zmaganiach jest wartościowy – wtedy człowiek czegoś się uczy, doskonali swoje umiejętności, podejmuje wyzwania i pokazuje swoją siłę.

Czego nie mówić?

Czasem zdarza się, że chcemy sobie i dziecku jakoś wyjaśnić przyczyny niepowodzenia. Myślimy głośno, żalimy się. Pamiętajmy, że dziecko takie słowa słyszy i zapamiętuje. Czasem także po swojemu interpretuje. Warto ważyć słowa i zastanowić się, co z nich zostanie w dziecięcej pamięci.

„Mogłeś się lepiej postarać” – dziecko bardzo przeżywa takie słowa, wiążą się z poczuciem wstydu i winy. Taki komunikat zapamiętuje się bardzo wyraźnie i wspomina po latach jako poczucie, że rodzice byli dzieckiem rozczarowani.

„No i co rozpaczasz, nie ma się co przejmować” – takie słowa nie poprawiają humoru, wręcz przeciwnie. Dziecko i tak czuje rozczarowanie, a dodatkowo dowiaduje się od rodziców, że jego odczucia są dla nich nieważne.

„Taki byle konkurs/byle zawody! Po prostu się na tobie nie poznali. A ty jesteś najwspanialszy/najzdolniejszy/najmądrzejszy” – takie pochwały bardziej przypominają ocenę niż wyraz uznania. Dzieci zwykle odbierają je jako dość sztuczne, nienaturalne i nie dają im wiary. Może to i lepiej, bo ci, którzy zaczynają wierzyć, że są najwspanialsi na świecie, wcale nie mają szczęśliwego życia. Narcyzi, przekonani o własnej wielkości, czują się nierozumiani i samotni i nie potrafią budować bliskich relacji.

„Takie konkursy/zawody są z góry ustawione, pewnie od początku było wiadomo, kto to wygra” – taki przekaz, szczególnie jeśli jest powtarzany przy różnych okazjach, może zrobić wiele szkody. W ten sposób buduje się w dziecku poczucie, że świat jest wrogi, ludzie podstępni i nikomu poza najbliższą rodziną nie można ufać. Poza tym taka postawa sprawia, że dziecko uczy się przypisywać odpowiedzialność za niepowodzenia innym ludziom. Dlaczego to niedobre? Bo dla zdrowo rozwiniętej osobowości potrzeba poczucia, że człowiek może popełniać błędy, a potem nad sobą pracować i poprawiać swoje osiągnięcia. Jeśli dziecko dorasta z przekonaniem, że zawsze ktoś inny jest odpowiedzialny za jego porażki, stanie się bezradnym i sfrustrowanym dorosłym. Nie będzie umiało się rozwijać i budować realnego obrazu siebie i świata.

Jak jeszcze można oswajać dziecko z porażkami?

Drobne porażki i potknięcia pozwalają dziecku na prawidłowy rozwój. Rodzice, którzy chcą uchronić malca przed wszelkimi przykrościami (zwani rodzicami helikopterowymi, bo jak śmigłowiec sił obronnych krążą nad synem lub córką), ten rozwój zaburzają. Warto zadbać, by dziecko uczyło się podejmować wyzwania i radzić sobie w różnych sytuacjach. W nauce zdrowej rywalizacji pomagają dobrze prowadzone zajęcia sportowe, szczególnie sporty zespołowe i sztuki walki (można je proponować już dzieciom powyżej 5. roku życia). W domu warto przeznaczyć czas i przestrzeń na zabawy typu siłowanek (świetnie wspierają rozwój ruchowy i sensoryczny, a przy okazji odprężają i pomagają zacieśniać więzi rodzinne). Dobrym pomysłem jest też granie w planszówki, np. pochodzące z kolejnych numerów „Świerszczyka”.