Prezenty na święta

Prezenty na święta

Co tak naprawdę chcą dostać dzieci? Jakie wnioski płyną z listów do św. Mikołaja? Przeczytaj, zanim ruszysz na zakupy.

image

Koniec roku nieodmiennie kojarzy się z przedświątecznymi zakupami. Dzieci zamawiają u świętego Mikołaja prezenty, rodzice buszują w sklepach (często wydając więcej, niż planowali). Części z nich towarzyszy refleksja, że święta nie powinny być jedynie festiwalem konsumpcji, że coś ważnego wymknęło się spod kontroli i uległo marketingowym wpływom. Może warto przyjrzeć się bliżej idei dawania upominków, zanim ulegniemy świątecznej gorączce?

Coś małego, coś miłego

Zwyczaj dawania prezentów na święta Bożego Narodzenia w Polsce narodził się dość niedawno. Dopiero w XIX wieku dzieci zaczęły dostawać pod choinkę drobne upominki, zwykle słodycze domowej roboty. W XX wieku prezentów przybywało, ale wciąż były skromne, raczej praktyczne, szczególnie te z czasów kryzysu. Wtedy cieszył każdy drobiazg, a najbardziej – niepowtarzalna atmosfera świąt.

Dziś w sklepach można dostać najbardziej wymyślne zabawki i upominki, a rodzice w miarę możliwości starają się spełnić marzenia dzieci.

Listy do Mikołaja

Pewną podpowiedź stanowią listy pisane do św. Mikołaja. Dla rodziców to wskazówka, a dla naukowców… cenny materiał do badań. W pewnym fińskim badaniu przeprowadzonym na Uniwersytecie Vaasa przeanalizowano 314 listów przesłanych do Laponii przez brytyjskie dzieci. Wyniki analiz są dość przygnębiające. W większości listów odnaleziono konkretne materialne zachcianki, a zaledwie w kilku dzieci napisały o swoich marzeniach i nadziejach związanych ze świętami. Badacze stwierdzili, że z listów tych wyłania się konsumpcyjny obraz świąt, w czasie których można dostać konkretne rzeczy z listy, natomiast zupełnie nie widać magii świątecznego czasu, w którym „spełniają się marzenia”, czy „wszystko jest możliwe”.

Marzenia z reklam

Na podobny pomysł analizowania listów (a właściwie 43 tysięcy e-maili) do św. Mikołaja wpadli francuscy badacze, ale postawili sobie inny cel – chcieli sprawdzić, czy dzieci marzą po prostu o zabawkach (np. o lalce, o klockach – jako takich), czy o produktach konkretnych marek. W połowie analizowanych listów pojawiała się przynajmniej jedna wiodąca marka producenta zabawek. O produktach konkretnych popularnych marek marzyły najczęściej dzieci między 7. a 9. rokiem życia. Powstaje pytanie: czy dzieci rzeczywiście marzą o tych produktach, czy po prostu reklamy tych marek widzą dookoła?

Na to pytanie spróbowali odpowiedzieć badacze z Wielkiej Brytanii. Przeanalizowali materiał prezentowany w telewizji na kanałach dziecięcych (76 godzin programu zawierało dwa i pół tysiąca reklam zabawek!), a potem sprawdzili, o co dzieci prosiły św. Mikołaja w listach. Im częściej i dłużej dzieci oglądały telewizję, tym częściej chciały dostać na gwiazdkę reklamowane produkty.

Zakupy pod kontrolą

Wiele się zmieniło od czasów, gdy upominek gwiazdkowy był drobną, słodką niespodzianką, a święta cieszyły dlatego, że podczas nich można było odpocząć, spotkać bliskich, pośpiewać kolędy, posłuchać opowieści. Dziś dzieci mają określone oczekiwania, podsycane przez reklamy. Tylko czy zrealizowanie listy życzeń naprawdę da dziecku szczęście? Na pewno warto zachować umiar i podchodzić do zakupów z rozmysłem. Zanim wydamy potężne sumy na zabawki i gadżety, zastanówmy się:

- czy kupowanie prezentów odbywa się kosztem dużych wyrzeczeń? Jeśli tak, to wydając pieniądze teraz, skazujemy się na frustrację w przyszłości (np. na problemy i nerwy związane ze spłatą pożyczki). Dziecko teraz może ucieszy się z prezentu, ale potem będzie wyczuwało napięcie i frustrację rodzica. Może lepiej mu tego oszczędzić?

- czy kupowanie wyjątkowo atrakcyjnych prezentów ma coś dziecku wynagrodzić (np. to, że rodzice poświęcają mu mało czasu). Jeśli w głębi duszy czujemy się jako rodzice winni, to powinniśmy się temu uczuciu przyjrzeć, przemyśleć, skąd ono wynika, dlaczego się pojawia. Zwykle w takich sytuacjach kosztowne prezenty wcale nie sprawiają dziecku takiej radości, jakiej można by się było spodziewać. Drogi gadżet to zachcianka. Ważniejsze jest zaspokojenie prawdziwych potrzeb – bliskości, uwagi, bezwarunkowej akceptacji, wspólnego spędzania czasu.

- czy prezenty, które dziecko chce dostać, są dobre dla jego rozwoju? Czy nie fundują zbyt wielu bodźców (migające światła i natarczywe dźwięki nadmiernie pobudzają układ nerwowy), czy pozwalają dziecku rozwijać wyobraźnię i bawić się na wiele różnych sposobów (pod tym względem najlepsze są proste zabawki, takie jak piłka, klocki, lalka o cechach zwykłego dziecka).

- czy dziecko ma w swoim pokoju na tyle dużo miejsca, by pomieścić kolejne przedmioty? Rozgardiasz, nadmiar kolorów, brak miejsca do pracy i wypoczynku – to wszystko zakłóca zdolność koncentracji, rozprasza uwagę i męczy.

- czy prezenty, które dziecko dostanie są zgodne z wartościami, jakie chcemy mu przekazać (np. kupowanie licznych plastikowych zabawek w wielkich plastikowych opakowaniach przyczynia się do zanieczyszczenia środowiska).

Najcenniejsze podarunki

Kiedy w rozmowie ze starszymi dziećmi, a także z dorosłymi, pada pytanie o najlepsze chwile zapamiętane ze świąt, odpowiedzi zwykle nie dotyczą otrzymanych prezentów (z wyjątkiem tych wyczekanych i wymarzonych od dawna, np. związanych z pasją). Ze świąt dzieciństwa pamiętamy raczej to, że było pięknie, miło, pachnąco, że byli bliscy ludzie, podniosła atmosfera, rytuały, tajemnica. Dobre wspomnienia odnoszą się do tego, co robiliśmy z bliskimi (spacer w śniegu, wspólna zabawa). Małe dzieci są wspaniałymi odbiorcami takich niematerialnych prezentów; do szczęścia wystarczą im rodzice robiący śmieszne miny albo beztroska zabawa z psem.

Dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym mają już więcej pragnień – chcą dostać to, co ma kolega albo co widziały w reklamie. Czy takie zachcianki należy spełniać? W granicach rozsądku, z umiarem, w zgodzie z sobą – można dać dziecku to, o co prosi na święta. Warto przy tym pamiętać o słowach Jespera Juula, znakomitego pedagoga: „Rozpieszczone dziecko to takie, które dostaje za dużo tego, czego chce, a za mało tego, czego potrzebuje”. Zamiast kupować sterty zabawek, dajmy dzieciom swój czas i uwagę.

*

Rodzicom dzieci, które mają dużo zabawek (a chcą mieć jeszcze więcej), polecamy książkę „Kotek Mamrotek i regulator chęci”. To zabawna, wspaniale ilustrowana opowieść o pewnym kocie-filozofie, który uczy się rezygnować z zachcianek i mądrze zarządzać pokusami.

Książka autorstwa Małgorzaty Węgrzeckiej i Kacpra Dudka została przygotowana we współpracy z psychologiem dziecięcym.

 

fot. Shutterstock