Uczymy dziecko obowiązków

Uczymy dziecko obowiązków

Z dziećmi jest tak: najpierw chcą wszystko robić same („Ja siam!”), a my im na to nie pozwalamy. Po paru latach chcemy, by samodzielnie zajmowały się obowiązkami, a one zupełnie nie mają na to ochoty.

image

Właściwie można śmiało powiedzieć, że dzieci byłyby bardzo samodzielne już u progu podstawówki, gdyby wcześniej rodzice nie utrudniali im życia. Kiedy dwulatek chce sam się ubrać do wyjścia z domu, a my nie mamy akurat zarezerwowanej godziny na zakładanie butów – wyręczamy malucha. Pomagamy mu w ubieraniu się (choć tego nie lubi), kroimy mu kotlet na talerzu (bo jak przekazać ostry nóż w małe łapki?!).

Oswajanie z dyscypliną

W wielu sytuacjach oczywiście musimy tak postępować, by zadbać o dziecka bezpieczeństwo. Ale czasem po prostu wolimy wyręczyć malca, bo wiemy, że tak będzie szybciej, sprawniej i bez bałaganu.

Ale dziecko rośnie. Za kilka lat stanie się nastolatkiem, od którego będziemy wymagać porządku w pokoju, odpowiedzialności za siebie, opieki nad młodszym rodzeństwem czy dbania o domowe zwierzę. Młody człowiek nie stanie się samodzielny z dnia na dzień wtedy, gdy uznamy, że już czas. Trzeba dziecku pozwolić stopniowo uczyć się samodzielności. Uczyć się – to znaczy także popełniać błędy i czasem czegoś nie dopilnować.

Trening samoobsługi

Zanim zadasz dziecku rozmaite obowiązki domowe, zastanów się, czy nie wyręczasz dziecka w czynnościach związanych z samoobsługą, które już dawno mogłoby robić samo. Czy nakładasz mu jedzenie, nalewasz picie? Czy sznurujesz mu buty, myjesz i suszysz jego włosy – czy też pozostawiasz te zadania jemu? Czy syn albo córka są w pełni samodzielni, jeśli chodzi o toaletę?

Jeśli nie ze wszystkim dziecko radzi sobie samo, przeanalizuj, czemu tak jest. Czy to dlatego, że ktoś dorosły zawsze spieszy z pomocą? Jeśli tak – przestańcie to robić, stopniowo, spokojnie przekazując dziecku zarządzanie jego własnymi sprawami.

A może przyczyny są inne? Czasem wystarczy przełożyć ubrania dziecka na dolną półkę w szafie, by mogło samodzielnie do nich sięgać, a maluch nagle staje się samodzielny w komponowaniu garderoby.

Wymagania na miarę wieku

Jeśli maluch potrafi już zajmować się sobą – zadbać o higienę, samodzielnie wziąć coś do jedzenia, pora przyjrzeć się domowym obowiązkom. Tu zmiany dobrze jest wprowadzać małymi krokami i jasno formułując oczekiwania. Na przykład możesz powiedzieć: „Dziś chcę, żebyś umył podłogę w kuchni. Powiem ci, jak to zrobić”, albo: „Potrzebuję twojej pomocy przy sortowaniu czystego prania. Zabierz z suszarki wszystkie swoje skarpetki, a jak to zrobisz, powiem ci, co dalej”. Nie wydawaj zbyt ogólnych poleceń, unikaj także podawania zbyt wielu informacji na raz.

Jeśli widzisz błędy w wykonanym zadaniu, nie krytykuj. Nie od razu Kraków zbudowano. Wycierania kurzu też trzeba się nauczyć. Pozwalaj dziecku na błędy, ty przecież też je czasem popełniasz.

 Zakres obowiązków

Porozmawiaj z dzieckiem o tym, ile rzeczy jest w domu do zrobienia i o tym, że wszyscy domownicy powinni dbać o wspólną przestrzeń. Posłuchaj, co dziecko o tym myśli. Zastanówcie się, w czym może pomagać rodzicom. Może chce wybrać dla siebie konkretne obowiązki?

Nie rób z wykonywania obowiązków kary ani czegoś bardzo uciążliwego. Staraj się raczej przedstawiać sprawę tak: „Dziś trzeba wymienić ręczniki na czyste, a ja wiem, że ty sobie z tym dobrze poradzisz”.

 Motywacja wewnętrzna

Nie nagradzaj za wykonaną pracę. To nie o to chodzi, by dziecko zmieniło pościel za przywilej pogrania na konsoli albo wyprowadzało psa za pieniądze. Ustalając stawki za wykonanie pracy dla dobra rodziny, wprowadzasz zamęt w głowie dziecka. Uczysz interesowności. Osłabiasz motywację wewnętrzną i odbierasz satysfakcję z wykonanej pracy.

 Japoński przykład

Niektórzy rodzice uważają, że dziecko jeszcze zdąży się w życiu napracować, a na razie niech cieszy się dzieciństwem. Warto poznać podejście Japończyków do tej kwestii. Japońskie dzieci w szkołach są zobowiązane do dbania o porządek, pracy na stołówce szkolnej, dyżurów przy sprzątaniu budynku. Od dzieciństwa uczone są tego, że prace porządkowe, kuchenne itp. ktoś musi wykonać i tym kimś mogą być także dzieci.

Efekt? Japońskie miasta są uporządkowane, nikt nie łamie zasad życiu publicznego. To przekłada się także na dyscyplinę w mikroskali: pilnowanie diety, regularne ćwiczenia, zdrowy styl życia. Może warto podobne poczucie obowiązku zaszczepić także naszym dzieciom?