Tworzą dla Świerszczyka

Eliza Piotrowska

Eliza Piotrowska

Urodziłam się w małym miasteczku otoczonym lasem. Byłam największym noworodkiem w historii szpitala, a potem najwyższą uczennicą w klasie. Bardzo chciałam być prawdziwą księżniczką, ale mówili na mnie „Wieża” i jedno do drugiego niezbyt pasowało. Potem chciałam być weterynarzem, pianistką, malarką i oczywiście pisarką. Miałam wtedy sporo czasu i wydawało mi się, że mogę robić wszystkie te rzeczy jednocześnie. Ale okazało się, że muszę coś wybrać. Skończyłam historię sztuki (najpierw w Poznaniu, potem w Rzymie). Na zajęciach pisałam prozą o obrazach (po polsku lub po włosku), a po zajęciach wierszem o uczuciach (zawsze po polsku).
Miałam wielkie szczęście, bo w szkole podstawowej poznałam Danutę Wawiłow, dzięki której zrozumiałam, że pisania też trzeba się nauczyć. Ta nauka była jednocześnie świetną zabawą i trochę mnie to zmyliło, „bo czy coś, co jest zabawą, może być jednocześnie pracą?” – myślałam. Dzisiaj już wiem, że może. Praca pisarza nie przykuwa mnie do jednego miejsca, dzięki czemu dużo podróżuję i mieszkam w różnych częściach świata. Teraz na przykład – w Brazylii