Szkoła dla rodziców

Jak uwolnić dziecko od narzuconych mu ról?

By wierzyć w siebie, muszę mieć kogoś, kto we mnie uwierzy.

S. Garczyński

image

Uwolnij dziecko od grania ról, w które wchodzi, gdy przyklejasz mu negatywne etykietki. Jak to zrobić?
– Wykorzystaj okazję, aby pokazać dziecku, że nie jest tym, za kogo się uważa: Ten tydzień był chyba dla Ciebie bardzo trudny. Mimo nawału pracy i obowiązków zrealizowałeś jednak wszystko, co sobie zaplanowałeś.
– Stwórz okazję, w której dziecko spojrzy na siebie inaczej: Kasiu, dzisiaj będę bardzo zajęta, dlatego Twoje zadanie to zrobienie wieczorem kolacji dla naszej rodziny.
– Pozwól „podsłuchiwać” dziecku, gdy mówisz o nim pozytywnie: Magda wkłada tyle wysiłku, aby nauczyć się płynnie czytać. Poproś ją, to może przeczyta Ci coś na dobranoc.
– Zademonstruj (zamodeluj) zachowanie godne naśladowania: Teraz jestem tak zdenerwowana, że mogłabym krzyczeć, ale nie chcę tego robić. Gdy się uspokoję, przyjdę do Twojego pokoju i porozmawiamy.
– W szczególnych momentach bądź dla dziecka skarbnicą wiedzy: Dziecko: Pan od plastyki nie jest zadowolony z moich rysunków. Nigdy nie zachwycił się żadnym z nich; Rodzic: Uważam, że wkładasz dużo wysiłku w swoje plastyczne prace już od najmłodszych lat. Gdy chodziłaś do przedszkola, wykonywałaś mnóstwo rysunków. Były dopracowane i pokazywały Twoją bogatą wyobraźnię. Chcesz, to Ci je pokażę, bo większość z nich trzymam na pamiątkę.
– Kiedy dziecko postępuje według starych nawyków, wyraź swoje uczucia lub oczekiwania: Jestem niezadowolona, kiedy nie przychodzisz na czas. Oczekuję, że będziesz punktualnie.

U rodziców często działa wybiórczość spostrzegania. Zwracają uwagę na złe zachowanie dziecka, bo to ich boli, ale równocześnie staje się to dla nich bardzo ważne. Złe zachowanie potęguje się! A słowa działają nieświadomie jak nasiona zasiane w umyśle: nasiona, które wykiełkują i ukształtują w dziecku obraz samego siebie, obraz, który uzna ono za swój i będzie go realizowało. Pamiętajcie, że dobre nasiona dają dobre owoce. To, co mówicie do dziecka, też wyda owoc. Będzie nim to, co dziecko o sobie myśli.

Za każdym razem, gdy powtarzamy pewne zwroty i wyrażenia, docieramy do podświadomości naszych dzieci i programujemy je, chociaż nie mamy takiego zamiaru. Nawet stwierdzenie zaczynające się od „jesteś” działa zarówno na poziomie świadomości, jak i podświadomości. Dzieci uczą się kierować sobą i organizować swoje zachowanie poprzez to, w jaki sposób my, dorośli, kierujemy nimi i organizujemy je za pomocą słów.

Musimy pamiętać, że dzięki pochwale i zachęcie dziecko uwierzy w siebie, poczuje się docenione i zachęcone do robienia czegoś dobrego, słowem, ruszy przed siebie, zaczynając właściwą drogę. Można zaryzykować stwierdzenie, że wychowanie to odkrywanie w dziecku tego, co dobre, i stwarzanie takich warunków, aby to dobro mogło się rozwijać.

Jak to się dzieje, że uporczywie trzymamy się starych, nieefektywnych zachowań?

Działa wtedy mechanizm wpisywania w rolę, czyli nierozpoznanie. Polega on na nieświadomym ignorowaniu informacji wiążącej się z rozwiązaniem jakiegoś problemu. Konsekwencją nierozpoznania jest nierozwiązanie problemów dotyczących:
– siebie (brak analizy własnych możliwości),
– innych (ignorowanie sygnałów innych od już przez nas posiadane),
– sytuacji (przypisywanie sytuacjom właściwości, których nie posiadają, niedostrzeganie zmian).

Typy nierozpoznania:
– brak definicji problemu: Nie widzę jako matka smutku u dziecka,
– ignorowanie bodźca: Nic się nie dzieje,
– ignorowanie możliwości rozwiązania, brak jakichkolwiek działań: Jest ciężko, ale nie można nic na to poradzić.

Poziomy nierozpoznania:
– zablokowana świadomość istnienia sygnałów: To niemożliwe, nic się nie działo, przecież byśmy to zauważyli,
– problem uważany za nieistotny, brak wysiłku prowadzącego do jego rozwiązania: To taki wiek, jeszcze z tego wyrośnie,
– nierozpoznanie możliwości zmiany problemu, bezradność, nieefektywne wzorce reagowania: Problem jest, ale nic nie można z tym zrobić,
– nierozpoznanie własnych możliwości działania: Tak, wiem, że inni jakoś sobie radzą, ale my na to nie mamy siły.

(J. Sakowska)

Spróbujmy uwierzyć, że nasze dzieci to nie utrapienie (żaby), ale nierozpoznany potencjał (księżniczka).

Nie ma samolubnego dziecka. Jest tylko dziecko, które musi rozpoznać radość płynącą z dzielenia się (stwórz ją).

Nie ma leniwego dziecka. Jest tylko dziecko, któremu brakuje motywacji, które potrzebuje kogoś, kto uwierzy, że ono umie ciężko pracować, jeśli jemu i komuś na tym zależy (wykorzystaj okazję, pozwól posłuchać).

Nie ma dziecka niezdarnego. Jest tylko dziecko, które powinno ćwiczyć swoje ciało i którego sposób poruszania się trzeba zaakceptować (znajdź „grudkę złota”).

Literatura:
1. A. Faber i E. Mazlish, „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”, Poznań 1992;
2. J. Sakowska, „Szkoła dla Rodziców i Wychowawców”, Warszawa 2008.