Kiedyś rodzice powtarzali dzieciom, że muszą się dzielić. Zabawkami, łakociami i innymi dobrami. Teraz podejście się zmieniło. Uznajemy, że prawo do własności to jedno z praw człowieka, a dzieci to też ludzie. Jak znaleźć złoty środek – nauczyć dziecko życzliwości i szczodrości, ale nie na siłę i nie wbrew jego woli?

Pamiętasz to? Dobre miejsce w piaskownicy, nowy zestaw foremek i nagle ktoś zabiera ci najlepszą w kształcie rybki. Próbujesz odzyskać własność, ale słyszysz ostry głos i upomnienie: „Nieładnie, nie bądź sobkiem, podziel się z kolegą”.
Albo te chwile, kiedy trzeba było oddać siostrze lalkę („daj jej, przecież jesteś już za duża na lalki”), bratu przekazać hulajnogę („ustąp młodszemu, pokaż, że jesteś mądrzejszy”).
Co było potem? Być może mieszanka uczuć. Złość, niezgoda, smutek. Zazdrość o przywileje, które dostało inne dziecko. Może po jakimś czasie radość i duma, bo rodzice z aprobatą kiwają głowami.
Jak z perspektywy lat widzisz tamte sytuacje?
Co możesz czuć?
- zadowolenie z siebie – umiesz się dzielić, ruszać na pomoc i angażować;
- pewność – dobrze cię wychowano, nie myślisz o sobie;
- wątpliwości – czasem marzy ci się, żeby umieć tak po prostu powiedzieć „nie”, bez wyrzutów sumienia;
- złość – do tej pory pamiętasz poczucie niesprawiedliwości;
- lęk – że zawsze ktoś może odebrać ci coś, na czym ci zależy;
- smutek – bo nie umiesz walczyć o swoje i szkoda ci straconych szans;
- niechęć – do tych, którym trzeba było oddawać swoją własność i miejsce w hierarchii;
- wstyd, że czujesz to, co czujesz.
Konflikty są normalne
Oczywiście, że nie chodzi tylko o tę jedną foremkę, spinkę do włosów czy konsolę. W każdym domu codziennie zdarzają się konflikty o coś – o pilota do telewizora, o uwagę rodziców, o możliwość wciśnięcia przycisku w windzie, o przywilej późniejszego położenia się spać. I dorośli muszą tym zarządzać. Podobnie jest w przedszkolu, szkole, na koloniach – chętnych jest wielu, a nie dla wszystkich starcza bonusów. Trzeba rozdzielać dobra, godzić zwaśnione strony. To normalne, że dziecko nie może mieć wszystkiego, czego chce. Ba, wręcz nie powinno czuć, że każda jego zachcianka zostanie zaraz spełniona, także kosztem innych.
Ale warto rozróżniać zachcianki od potrzeb. Jeśli potrzeby dziecka nie są zaspokojone, to pojawiają się trudne emocje. Jeśli to się często powtarza – narasta frustracja. Czasem deprywacja potrzeb jest tak duża, że to zaburza rozwój dziecka.
Potrzeby dorosłych i dzieci
Potrzeby dotyczą nie tylko spraw podstawowych: bezpieczeństwa, jedzenia, picia, ciepła, snu. Dotyczą także tego, jak wyglądają nasze relacje z innymi, że światem, z sobą samym. Warto wyszukać w internecie listę potrzeb Marshalla Rosenberga i poznać tę długą i różnorodną listę. Znajdziemy tam między innymi potrzebę bycia wziętym pod uwagę, potrzebę szacunku, zaufania, poczucia sprawczości i wpływu na swoje życie. Każdy ma te potrzeby. Dorosły i dziecko. Jako dorośli oczekujemy na przykład, że nikt bez pytania nie „pożyczy” sobie naszego ubrania albo oszczędności. Że nikt nie będzie nas zmuszał do oddania ulubionej płyty, książki, pamiątki. Że inni uszanują nasze prawo do własności. Zapytają o zgodę, chcąc coś obejrzeć czy wypróbować.

Wartość sentymentalna
Mamy wokół siebie sporo rzeczy, ale są takie, które stanowią dla nas szczególną wartość – wiążą się ze wspomnieniami, są wyjątkowo wygodne, jesteśmy do nich przywiązani. Może nie zainteresowałby się nimi żaden kupiec, ale dla nas są ważne. To nasza dorosła perspektywa. Dzieci mają tak samo. Ulubiona bluza, znaleziony w lesie patyk w kształcie jamnika, naklejka, figurka, autko, kubek. Coś wyjątkowego i własnego. Nie do dzielenia się. Nie do pożyczania.
Dzieci mają mały wpływ na swoje sprawy. Muszą się podporządkować dorosłym w kwestii tego, gdzie mieszkają, do jakiej chodzą placówki, czy mają psa, z kim spędzają czas. Mają niewielki zakres wyboru co do ubrania, jedzenia. Nic więc dziwnego, że potrzebują mieć coś na własność. Jakąś przestrzeń czy rzecz, która należy do nich, bez konieczności dzielenia się i ustępowania.
Prawo do własności
Być może teraz myślisz o własnych doświadczeniach z dzieciństwa – o kłótniach z rodzeństwem, o wyrywaniu sobie zabawek, o rozejmach zarządzanych przez rodziców i ustalaniu, kto ma do czego większe prawo.
A być może o tym, jak dać swojemu własnemu dziecku prawo do posiadania własności i zarządzania ważnymi dla niego rzeczami. Czy to znaczy, że dziecko ma robić, co chce, ze swoimi zabawkami, ubraniami, butami, książkami? Jak nauczyć je dzielenia się tym, co ma, bez wywierania presji, emocjonalnych szantaży i stresu?
Nauka dzielenia się
- Pamiętaj, że dla dziecka ważne mogą być rzeczy, które dla ciebie nie przedstawiają dużej wartości. Nie mierz więc swoją miarą tego, czym dziecko może chcieć się dzielić, a co chce mieć na wyłączność. Zanim zaproponujesz, by się podzieliło albo coś oddało, zapytaj o zdanie.
- Staraj się sprawiedliwie traktować rodzeństwo. Niech dzieci wiedzą, że niezależnie od wieku mają prawo do szacunku, opieki, ochrony, własności. Nie zmuszaj jednego dziecka do oddawania swoich rzeczy drugiemu, które jest młodsze, głośniej krzyczy, mocniej tupie, bardziej się domaga.
- Doceniaj każdy hojny gest dziecka. Nie nagrodami, ale pełnym uznania spojrzeniem, ciepłym uśmiechem, podziękowaniem, komentarzem („Widziałam, że dałeś Zosi pół ciastka. To było bardzo miłe z twojej strony”, „Bardzo mi się podobało, jak zaprosiłaś Tomka do wspólnego układania klocków. Był taki zadowolony!”).
- Pokazuj, że dzielenie się może sprawiać dużo radości obu stronom. Zadbaj, by dziecko wiedziało, że czasami komuś coś dajesz i po prostu cieszysz się jego radością.
- Wciągaj dziecko w działania dobroczynne, opowiadaj o tym, jak wiele ludzie mogą sobie nawzajem dawać.
- Spokojnie zaznaczaj granice. Pokazuj, że są rzeczy, którymi możesz się dzielić i takie, które mają dla ciebie szczególną wartość.